Tiberian Sun była pierwszą odsłoną cyklu Command & Conquer, której ścieżka dźwiękowa nie została opracowana w całości przez Franka Klepackiego. Naczelny kompozytor firmy Westwood Studios miał duży problem z przygotowaniem oprawy muzycznej do tej gry, dlatego też zdecydował się poprosić o pomoc swojego przyjaciela, Jarrida Mendelsona. Współpraca obu panów zakończyła się pełnym sukcesem. Część utworów przygotował Klepacki, kilka dołożył Mendelson, a przynajmniej trzy kawałki artyści wyprodukowali wspólnymi siłami.

Tiberian Sun w niewielkim stopniu przypominał pierwszą grę, nie tylko w kwestii muzyki.

Tiberian Sun w niewielkim stopniu przypominał pierwszą grę, nie tylko w kwestii muzyki.

Muzyka w grze Tiberian Sun znacznie różni się od tego, co można usłyszeć w pierwszej odsłonie cyklu Command & Conquer. Zamiast niezbyt skomplikowanych, ale za to piekielnie energetycznych kawałków, Frank Klepacki i Jarrid Mendelson przygotowali zestaw znacznie spokojniejszych kompozycji. Nie znajdziemy tutaj utworów skonstruowanych na bazie prostego gitarowego riffu, których jedynym celem było pompowanie adrenaliny do krwi gracza oraz zachęcenie go w ten sposób do walki. W Tiberian Sun oprawa muzyczna ma ponury, a momentami wręcz przygnębiający charakter, dzięki czemu pomaga graczowi w subtelny sposób wczuć się w specyficzną atmosferę pożeranego przez Tyberium świata.

Choć soundtrack do Tiberian Sun nie oferuje hitów w rodzaju Act of Instinct (Command & Conquer) czy Hell March (Command & Conquer: Red Alert), nie można powiedzieć, że jest słabszy od poprzednich produkcji Klepackiego. Jest on po prostu inny. W poprzednich grach udźwiękowianych przez tego artystę mieliśmy do czynienia z zestawem kilkunastu utworów, stanowiących przekrój przez różne gatunki muzyczne, nierzadko stojące do siebie w opozycji. W przypadku Tiberian Sun Amerykanie pokusili się wyłącznie o elektroniczny, ale za to bardzo spójny pod względem klimatu album, gdzie próżno szukać większych niespodzianek. Nawet bardziej dynamiczne fragmenty, których tutaj również nie brakuje, nie zmieniają oblicza tej płyty. Jeśli ktoś przepada za mroczniejszymi kompozycjami, urozmaiconymi co jakiś czas szybszym bitem, uzna soundtrack za przyjemny w odbiorze, a rozmaite smaczki, takie jak np. w Heroism (bez wątpienia jest to najlepszy numer na płycie), tylko spotęgują pozytywne wrażenia.

Większość utworów (również te skomponowane przez Jarrida Mendelsona) można znaleźć na oficjalnej stronie Franka Klepackiego. Witryna ma wbudowany odtwarzacz i przebogatą ofertę. Kawałki pochodzące z soundtracku do Tiberian Sun umieszczone są w dziale CnC Series.

Więcej informacji na temat tego soundtracku znajdziesz tutaj.

Wydana kilka miesięcy temu gra Risen była dla jej producenta – firmy Piranha Bytes – produktem szczególnym. Po wielu latach prac nad serią Gothic niemieckie studio musiało zakończyć swoją przygodę z Bezimiennym i pokusić się o zupełnie nowy produkt, który ze słynną sagą nie mógł mieć nic wspólnego. Kłopotliwy rozwód z koncernem JoWooD nie spowodował jednak, że nasi zachodni sąsiedzi odeszli od koncepcji nastawionego na akcję erpega, wręcz przeciwnie. Risen został zbudowany na tych samych fundamentach co poprzednie gry Piranii i choć przedstawia nowego bohatera i nową historię, jest w gruncie rzeczy produktem bliźniaczo podobnym do pamiętnych poprzedników.

Risen to najnowsza gra twórców serii Gothic.

Podobieństw pomiędzy serią Gothic a Risen należy szukać również w oprawie muzycznej, za powstanie której odpowiada Kai Rosenkranz. Ów młody, bo zaledwie trzydziestoletni artysta, który od początku swej kariery tworzy dla Piranha Bytes, nawet nie próbował się silić na oryginalność. Ścieżkę dźwiękową gry otwiera krótki utwór, w którym słychać liczne nawiązania do głównego tematu z Gothic. Motyw przewodni przewija się też często w pozostałych dziewiętnastu kawałkach. W sumie soundtrack oferuje ponad 60 minut muzycznej uczty.

W porównaniu ze ścieżką dźwiękową do Gothic 3, muzyka w Risen prezentuje się zdecydowanie mniej monumentalnie. Rosenkranz nie mógł tym razem skorzystać z usług orkiestry symfonicznej, więc postawił na stonowane, za to bardzo klimatyczne utwory, doskonale komponujące się z tajemniczą, tropikalną wyspą, którą bezimienny bohater przemierza wzdłuż i wszerz. Oprawa muzyczna w Risen pełni rolę dopełnienia i poza charakterystycznym motywem przewodnim, nigdy nie wychodzi na pierwszy plan. W trakcie zabawy sprawdza się to znakomicie, podczas tradycyjnego odsłuchu nieco gorzej. Odarty z gry soundtrack wydaje się monotonny i na dłuższą metę nużący, nawet w utworach skomponowanych specjalnie do walk, a te przecież są znacznie żywsze od tego, co słychać przy normalnej eksploracji fantastycznej krainy.

Mimo wspomnianej wyżej wady, gorąco polecam omawiany soundtrack. Dla takich utworów, jak The Volcanic Fortress czy The Holy Fire (mój absolutny faworyt), warto poświęcić mu kilka chwil. Wielbiciele Rosenkranza, którzy cenią muzykę z Gothica, zwłaszcza pierwszego i drugiego, nie powinni być zawiedzeni.

Dwóch przykładowych utworów muzycznych (The Don’s Camp i The Island) można posłuchać za pośrednictwem oficjalnej strony gry, a dokładnie w tym miejscu.

Więcej informacji na temat tego soundtracku znajdziesz tutaj.

Ostatnio sporo czasu poświęcam drugiemu Falloutowi i choć gra nie budzi już we mnie takich samych emocji, jak w momencie premiery (trudno czerpać radość z rozgrywki, gdy produkt zna się od podszewki, nieprawdaż?), jedna rzecz nie ulega zmianie – wciąż jestem zachwycony muzyką, jaka towarzyszy wędrówkom po pustkowiach.

Kompozytorem ścieżki dźwiękowej do obu Falloutów jest Mark Morgan – pochodzący z Los Angeles artysta, który przez długi czas związany był z firmą Interplay. Oprócz legendarnej serii gier RPG, muzyk ma na swoim koncie również inne, niemniej znane tytuły, jak np. Planescape Torment, Descent II czy też  Civilization: Call to Power. Trzeci spośród wymienionych produktów jest jednocześnie ostatnim, przy którym Morgan maczał palce. Po premierze tej gry artysta zaprzestał dalszej działalności w branży elektronicznej rozrywki i zajął się tworzeniem muzyki do seriali telewizyjnych, co też robi z powodzeniem do dziś.

Fallout 2

Rycerz w lśniącej zbroi.

Ścieżka dźwiękowa do Fallout 2 składa się z osiemnastu utworów, które łącznie zapewniają blisko godzinę ambientowej rozkoszy. Poszczególne kawałki znakomicie dopasowują się do atmosfery gry, sprzyjając przemierzaniu pustkowi i zniszczonych w wyniku wojny osiedli ludzkich. Generalnie całość sprawia bardzo przygnębiające wrażenie i to chyba najlepsza rekomendacja dla oprawy muzycznej gry, której akcja osadzona jest w postnuklearnej rzeczywistości.

Podobno z dobrym soundtrackiem mamy do czynienia wtedy, kiedy  pasuje on do dzieła, na potrzeby którego został stworzony, ale również w sytuacji, gdy doskonale radzi sobie bez niego . Tak właśnie jest w omawianym przypadku. Muzyka Morgana okazuje się doskonałym towarzyszem w codziennych zajęciach (np. przy pisaniu tekstów), o ile oczywiście przepada się za mrocznymi i przygnębiającymi utworami, oferującymi ambientowe  plamy dźwięków. Dla mnie soundtrack do Fallout 2 to ścisła czołówka, dlatego z tym większą przyjemnością go polecam.

Pełny, składający się z osiemnastu utworów soundtrack można pobrać z serwisu No Mutants Allowed.

Wszystkich zainteresowanych zachęcam również do odwiedzin oficjalnej strony Marka Morgana, która znajduje się w tym miejscu. Wśród zaprezentowanych utworów, jakie kompozytor stworzył przez lata, odnajdziesz tam również kilka kawałków stworzonych z myślą o grze Fallout 2 (ich tytuły: City of Lost Angeles, Dreamtown i California Revisited).

Więcej informacji na temat tego soundtracku znajdziesz w tym miejscu.